Prof. Andrzej Lange jest wielkim miłośnikiem koni i prezesem Klubu Jeździeckiego „Siwek” z Siedlca pod Wrocławiem

htp://www.klub-jezdziecki-siwek.pl/t

 

Z miłością do koni człowiek się rodzi i do końca życia nosi ją w sercu.

Moja  przygoda z końmi w zasadzie trwa od zawsze. Jeśli za „zawsze” przyjąć można początek swojego życia. Pośród marzeń o koniach, w sercu tliła się tęsknota. Tęsknota za przyrodą, domem gdzieś za miastem i tym najważniejszym – za końmi.

Rodzinna miłość do koni

Po kądzieli wywodząca się z południowej Francji rodzina ludzi niespokojnych spleciona jak warkoczem z rodzina de Bouille, której to protoplasta Chevalier de Bouille na swym siwym koniu ( Siwek) uczestniczył w  trzeciej wyprawie krzyżowej ( XII wiek)  Potem Hugenoci wygnani albo szukający uciekającego punktu idący raczej pod wiatr niż z wiatrem osiedli w Lotaryngii we wsi Schalbach i Wittersheim z tej ostatniej wzięli swoje rodowe Alzackie nazwisko. Niespokojny,  poszukujący pradziad w początku dziewiętnastego wieku przepłacił swoje młode życie na gilotynie w Nancy ( nazwany został Rycerzem na siwym koniu)  Pozostawił syna i stąd mój dziad wnuk tego z Nancy. Dziad mojej babki ożenił się z przedstawicielką historycznej wizytówki Alazacji Catheriną von Zeitler. Urodziły się dwie córki które wyszły za mąż za  braci Edwarda i Samuela Lange. Ci zaradni budowniczowie ze Szwabii niosący z sobą kulturę i dumę szwajcarsko -niemieckiego pogranicza ruszyli na wschód do Polski. Rodzina się świetnie zorganizowała, dzieci Samuela a rzeczywiście chłopcy  spolonizowali się. Wybudowali młyny i stali się ich właścicielami. Typowe kujawskie wsie Topólka , Orle i wypełnione historią Płowce gwarantowały im byt. Wiitersheimowie też w Polsce byli nie mniej a może więcej zaradni. Obie Rodziny wystawiły w czasie wojny bolszewickiej, razem z innymi ziemianami Kujaw, pułk ochotników Dzieci Kujawskie a w nim nasz z rodziną związany czwarty szwadron tego czwartego pułku ochotników. Szwadron się wsławił pozostało dostępne w Bibliotece Narodowej opracowanie i pamięć, a miłość do ziemi, roli ,siewu , żniw i koni trwa w rodzinie.

Czasy się zmianiły, wojna bolszewicka i II wojna światowa wpłynął na losy nas wszystkich. Zaraz po urodzeniu zabrano nam majątek. Po trudnych czasach jedynie co pozostało to miłość do koni. Mama Aleksandra i ojciec Henryk –starali  się wykorzystać każdą okazję, aby zbliżyć mnie do koni. Oczywistym wyrazem zaszczepienia w sobie tych uczuć było czynne uczestniczenie w sporcie konnym .Często zwracali się do mnie mówiąc „ mój ty Siwku „ roztrzepując jasne kędziorki  na głowie

Konie dla mnie zawsze stanowiły i pełnią  w moim życiu rolę wychowawczą, uczyły  mnie odpowiedzialności, systematyczności i dyscypliny. Wspaniale koiły nerwy, rozwijały wrażliwość .

W 1985 roku kupiłem pierwszego konia  o imieniu Bielica a potem klacz Kalmię Z Wrocławia przeniosłem się na wieś i mogłem mieć konia blisko siebie. Szybko do Bielicy dołączyły kolejne Marzenie się realizuje wśród pięknej zieleni gdzie szczekają kochane psy i miauczą koty a nad ich głowami krąży papuga Klara.

 Mam już swój mały świat z dala od codziennego zgiełku.  Mam nadzieję, że uda mi się w dalszym ciągu pomagać innym w spełnianiu „końskich” marzeń, realizując przy tym swoje.

Andrzej Lange